Imbir ma jedną wadę i każdy, kto używa go regularnie, dobrze ją zna. Żeby uzyskać łyżkę startego miąższu, trzeba wyjąć kłącze, obrać je, zetrzeć na tarce — najlepiej takiej, która nie zamienia wszystkiego we włóknistą papkę. Później trzeba umyć tarkę, deskę i ręce. Na koniec zostaje kawałek obranego imbiru, który do jutra zdąży wyschnąć i pociemnieć.
Efekt jest przewidywalny. Imbir kupujemy z dobrymi intencjami, używamy raz, a reszta ląduje w szufladzie warzywnej, gdzie po dwóch tygodniach robi się miękka i pomarszczona. Sok z imbiru BIO od Ekogramu rozwiązuje dokładnie ten problem — odkręcasz, wstrząsasz, odmierzasz i tyle.
Co jest w środku?
Skład ma dwie pozycje: 97 procent świeżo wyciśniętego soku z ekologicznego imbiru i sok z ekologicznych cytryn (który naturalnie przedłuża trwałość). Bez dodatku cukru, bez konserwantów, bez aromatów i bez soku jabłkowego, którym większość gotowych shotów rozcieńcza imbir do poziomu, w którym prawie go nie czuć.
Na jedną butelkę 250 ml zużywa się około pół kilograma świeżego imbiru. Warto sobie to wyobrazić — to spory zbiór kłączy na blacie i naprawdę dużo skrobania.
Dlaczego 97, a nie 100 procent?
Sok z cytryny obniża pH, a niższe pH przekłada się na dłuższą przydatność po otwarciu. Dzięki temu butelkę można spokojnie zużywać przez czternaście dni, a nie kilka. To świadomy kompromis, nie sposób na obniżenie kosztu surowca.
Przy okazji dodaje soku lekkiej, cytrusowej nuty, która ładnie równoważy ostrość. Wielu użytkowników wskazuje to jako różnicę w stosunku do produktów, w których wyczuwalny jest ziemisty posmak.
Uwaga to jest mocne
Najczęstszy błąd przy pierwszym kontakcie z tym sokiem to potraktowanie go jak gotowego shota ze sklepowej lodówki i wypicie 30 ml na raz. To prawie czysty sok imbirowy, więc taka dawka potrafi zaskoczyć.
Rozsądniej zacząć od 10 ml wymieszanych ze szklanką zimnej wody i dopiero wtedy iść w górę. Część osób zostaje przy proporcji mniej więcej jeden do czterech. Część po tygodniu pije już 20 ml „na czysto”. To kwestia przyzwyczajenia i indywidualnej tolerancji na ostrość.
Ciekawostka, która ma praktyczne znaczenie
Za ostrość imbiru odpowiada gingerol — związek z tej samej rodziny chemicznej co kapsaicyna z papryczek chili. Pod wpływem temperatury gingerol częściowo przekształca się w shogaol, który odbieramy jako jeszcze ostrzejszy.
W praktyce oznacza to jedno, ta sama ilość soku w gorącej herbacie będzie gryzła mocniej niż w zimnej wodzie. Dlatego do ciepłych napojów warto dodawać go mniej i nie dodawać prosto do wrzątku, wystarczy woda ciepła.
Osad na dnie to dobry znak
Po kilku dniach stania butelka wyraźnie się rozwarstwia. Na dole zbiera się jaśniejszy osad, u góry zostaje klarowniejszy płyn. Jest to naturalna skrobia i drobne cząstki imbiru uwolnione podczas tłoczenia.
W sokach klarowanych tego zjawiska nie ma, gdy producent dodaje substancje klarujące albo emulgatory. Tutaj one nie występują, więc wystarczy przed każdym użyciem porządnie wstrząsnąć butelką. Rozwarstwienie to nie wada partii, tylko dowód, że w środku jest wyłącznie wyciśnięty sok.
Jak go przechowywać?
Sok jest pasteryzowany po wyciśnięciu, więc przed otwarciem nie wymaga lodówki — może stać w szafce. Po otwarciu trafia do lodówki i może stać przez co najmniej czternaście dni. Jedna butelka to mniej więcej dwanaście do dwudziestu pięciu porcji, w zależności od tego, jak mocno się rozcieńcza. W tym czasie można go spokojnie wykorzystać.
Do czego się nadaje?
Najbardziej oczywiste zastosowanie to poranny shot — od 20 do 30 ml, samodzielnie albo z łyżeczką miodu i sokiem z pomarańczy. Kilkanaście mililitrów do ciepłego naparu, wody z miodem albo herbaty ziołowej.
Latem sprawdza się woda imbirowa, czyli 10–20 ml na dużą szklankę zimnej wody z lodem. Orzeźwiająca i praktycznie bezkaloryczna. Z tej samej bazy robi się domową lemoniadę imbirową, Ginger Ale czy bezalkoholowy Moscow Mule. W koktajlach imbir świetnie łączy się z jabłkiem, marchewką, pomarańczą i kurkumą.
W gotowaniu przewaga płynnej formy jest może największa, choć najrzadziej doceniana. Sok rozprowadza się równomiernie w marynacie, dressingu, zupie azjatyckiej i curry. Nie ma włóknistych kawałków, które trzeba potem wyławiać z talerza. Wszędzie tam, gdzie przepis sugeruje użycie startego imbiru, wystarczy wlać odrobinę soku. Dobrze wypada też w wypiekach i w dżemach, zwłaszcza gruszkowym.
Na koniec drobiazg dla ciekawskich
Popularnie nazywany korzeń imbiru to botanicznie kłącze, czyli podziemna łodyga. Stąd te charakterystyczne rozgałęzienia przypominające dłoń. Imbir był w średniowiecznej Europie towarem luksusowym.
Kto to robi
Ekogram to krakowska firma z własną przetwórnią w Cikowicach i sklepem stacjonarnym na Salwatorze, od lat specjalizująca się w produktach o możliwie najkrótszym składzie. Sok z imbiru pasuje do tej filozofii – dwie pozycje na liście składników i nic, czego nie dałoby się wytłumaczyć w jednym zdaniu.

